Kolorowanie sówki markerami i podsumowanie mediów

Kolorowanie sówki markerami i podsumowanie mediów
Sówki pokolorowane 3 różnymi mediami. Sprawdź poszczególne posty: AkryleAkwarele – Markery (poniżej)

Tak więc skończyłam trzecią i ostatnią wersję mojej małej sówki, którą, tym razem, pokolorowałam markerami alkoholowymi (i kredkami). Cieszę się bardzo skończeniem tego projektu, ale jednocześnie czuję się… jakby pusta? Myślę, że to dlatego, że nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć wszystkie skończone wersje obok siebie, a teraz, kiedy już mogłam je zobaczyć… ekscytacja oczekiwaniem się skończyła. To chyba znak, że powinnam częściej używać technik z tego eksperymentu (ale może niekoniecznie tworzyć 3 różne wersje tego samego rysunku :D).

Wracając do ostatniej wersji sówki. Jak już wspomniałam – tę pokolorowałam markerami alkoholowymi i miałam przy tym dużo frajdy – proces był szybki i przyjemny. Jednak, mimo że specjalnie do tego projektu kupiłam kilka dodatkowych kolorów markerów, ciągle miałam wrażenie, że to nie są dokładnie te kolory, które bym sobie wymarzyła. Z kilkoma udoskonaleniami (jak np. dodatkowa warstwa markera, żeby zmienić nieco odcień koloru bazowy oraz kredki na wierzchu) otrzymałam takie kolory, jak chciałam, ale to oczywiście wydłużyło proces kolorowania względem używania idealnych kolorów od samego początku. Mimo to i tak mam wrażenie, że kolorowanie markerami było trochę szybsze lub zajęło tyle samo czasu, co kolorowanie akwarelami i było zdecydowanie szybsze niż akryle.

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia z procesu kolorowania sówki markerami i kredkami. Możecie też od razu skoczyć do podsumowania mediów, których używałam w tym eksperymencie.


Podsumowanie eksperymentu i użytych mediów

Myślę, że pokolorowanie jednego prostego lineartu 3 różnymi mediami i naśladowanie kolorów z oryginalnego, cyfrowego rysunku, było świetnym pomysłem. Nie tylko wiele się nauczyłam, ale próbując technik, których nie używam zbyt często – przestałam się ich bać. Przeciwnie, wręcz chcę jeszcze się nimi trochę pobawić, żeby nauczyć się jeszcze więcej.

Akwarele były dla mnie prawie zupełną nowością – używam ich niezwykle rzadko, głównie dlatego, że wiem, że są trudne. Teraz, kiedy w pewnym sensie zmusiłam się do ich użycia i nie jesteśmy już nieznajomymi, mimo że muszę się jeszcze wiele o nich nauczyć, mogę powiedzieć, że kolorowanie nimi było całkiem przyjemne.

Kolorowanie markerami mojej sówki było bardzo fajnym doświadczeniem, szczególnie, że miałam wzór, którego starałam się trzymać, a przed wersją markerową stworzyłam 2 różne wersje “malarskie”, więc miałam całkiem dobre porównanie kolorów i technik. A wnioski z tego porównania nasunęły mi się bardzo szybko: mieszając kilka kolorów farb można uzyskać dokładnie taki kolor, jakiego się potrzebuje, natomiast w przypadku markerów trzeba ten kolor kupić albo spróbować go uzyskać przez zastosowanie pewnych sztuczek, jednak w wielu przypadkach to więcej zachodu niż mieszanie farb. Z drugiej strony markery alkoholowe były zdecydowanie najszybszym medium z trzech, jakich użyłam w tym eksperymencie i świetnie działały z kredkami, więc to też plus.

Do swoich prac najczęściej używam farb akrylowych, więc z trzech różnych mediów, jakich tu używałam, akryle wydawały się dużo łatwiejsze w użyciu niż markery i akwarele. Bardzo w akrylach lubię fakt, że są kryjące – wszelkie błędy mogą być łatwo poprawione. Również ze względu na tę nieprzezroczystość skończony obrazek akrylowy wyglądał trochę jak wydruk. Warto również zauważyć, że akryli można także używać jak akwareli (też są farbami wodnymi) i można je ze sobą względnie łatwo mieszać.

Myślę, że moje obserwacje najłatwiej podsumować formie +/-.

Akwarele

+

  • Dosyć szybkie
  • Wyglądają świetnie
  • Nieskończona ilość kolorów
  • Dużo możliwych efektów specjalnych

  • Niezbyt łatwe w użyciu
  • Trudno naprawić błędy

Akryle

+

  • Nieskończona ilość kolorów
  • Wyglądają jak wydruk
  • Łatwo naprawić błędy
  • Rozcieńczone mogą być używane jak akwarele

  • Powolny proces

Markery

+

  • Bardzo szybkie
  • Świetnie się łączą z suchymi mediami
  • Łatwo je kontrolować
  • Mogą wyglądać jak wydruk

  • Mogą się przesączać przez papier
  • Ograniczona ilość kolorów
  • Bardzo trudno naprawić błędy

Tak więc  – to są moje spostrzeżenia na temat eksperymentu i mediów, jakich w nim użyłam (akwareli, akryli i markerów). Macie z nimi inne doświadczenia? Próbowaliście sami przeprowadzić podobny eksperyment? A może macie sugestię jakie media powinnam porównać następnym razem? Dajcie znać co myślicie!

Ta sama sówka – w akrylach!

Ta sama sówka – w akrylach!

Kontynuuję eksperyment z kolorowaniem mojej uroczej sówki trzema różnymi technikami “mokrymi”. W poprzednim poście pokazałam etapy z kolorowania jej akwarelami, które poszły na pierwszy ogień, jak zostało mi to zasugerowane na Facebooku. Ponieważ do wersji markerowej potrzebuję kilku dodatkowych kolorów (na szczęście są już w drodze!) – tym razem pokoloruję sowę akrylami.

Mimo, że jestem przyzwyczajona do używania farb akrylowych – maluję nimi dosyć często – w tym przypadku był to podwójny eksperyment, ponieważ pierwszy raz używałam tych farb na papierze, a nie na płótnie, jak zazwyczaj, a do tego nie używałam moich zwykłych farb, ale zupełnie innych, bardziej profesjonalnych, które kupiłam, żeby wziąć udział w konkursie Royal Talens.

Zawsze dobrze jest zapoznać się z nowym medium zanim stworzy się nim coś ambitnego i czasochłonnego, żeby niechcący nie zniszczyć swojej pracy, więc pomyślałam, że skoro już będę ćwiczyć akryle, to jest to doskonały moment na wypróbowanie moich nowych farb. Już nie wspominając, że testowałam tu też mój nowy papier SM-LT do farb.

Farby akrylowe Royal Talens Rembrandt, zestaw 10 tubek, lekko zmodyfikowany

Ogólnie rzecz biorąc po skończeniu sówki w wersji akrylowej… mam mieszane uczucia. Niby samo malowanie było bardzo przyjemne i UWIELBIAM efekt końcowy, ale… Z jakiegoś powodu założyłam, że malowanie akrylami na papierze będzie łatwiejsze i szybsze niż na płótnie… a tak nie było. Nie myślę też, że było trudniejsze, poziom trudności raczej został ten sam – w końcu to identyczny proces, tylko podkład inny, więc nie wiem czemu zakładałam, że będzie inaczej. Może byłaby większa różnica, gdybym użyła innego niż zwykle stylu czy techniki podczas kolorowania akrylami, np. gdybym je mocno rozcieńczyła i używała jak akwareli, jednak tego nie zrobiłam, więc nie powinnam była oczekiwać innych rezultatów. Papier SM-LT sprawdził się za to znakomicie do akryli – ani farby, ani woda nie przeciekały, papier się nie pogiął ani nie pomarszczył, niezależnie od tego jak bardzo rozcieńczałam farby.

Farby akrylowe Rembrandt, których tu użyłam, bardzo różnią się od tych, którymi maluje zazwyczaj, więc trochę mi zajęło przyzwyczajenie się do nich. Są dużo gęstsze niż Renesans A’kryl i łączą się ze sobą wzajemnie i z wodą inaczej, niż do tego jestem przyzwyczajona. Wyschnięte mają też wyższy połysk niż moje tańsze farby. Zawsze wydawało mi się, że taki połysk będzie mnie irytować, ale muszę przyznać, że wygląda bardzo ładnie i estetycznie, jednak niestety zdjęcia akurat tego aspektu nie oddają.

Jedyne, na co mogłam przy tym teście narzekać, to czas, jaki zajęło mi kolorowanie i niewielkie trudności przy pracy z częściowo nowym medium. Sam proces malowania był przyjemny i w sumie ekscytujący, a efekt końcowy bardzo mnie satysfakcjonuje. Gdybym miała więcej czasu (ot choćby 8 godzin dziennie), zdecydowanie malowałabym więcej prac akrylami na papierze, jednak, ponieważ zajmuje to tyle samo czasu, co malowanie na płótnie, nie mogę niczego obiecać nikomu – w tym sobie. Z drugiej strony strasznie mi się podoba skończona akrylowa sówka i znacznie łatwiej ją oprawić niż nawet względnie cienką płytę malarską (sklejka + płótno), więc jednak chciałabym jeszcze pomalować akrylami na papierze, ale chyba następnym razem będzie to coś ambitniejszego.

Póki co – zdjęcia z malowania sówki akrylami są widoczne poniżej. Dajcie znać, jeśli macie jakieś pytania!

~LW

 

Ulchabhan! …ale akwarelowy

Ulchabhan! …ale akwarelowy
Ulchabhan!

Moja mała sówka, którą narysowałam, żeby pomagała mi uczyć się języka irlandzkiego została wyróżniona przez Ko-fi, co poprawiło mi nastrój na cały wieczór! Poczułam się, i nadal czuję, bardzo doceniona i zaszczycona, szczególnie że prace tam są ręcznie wybierane, a wybór nie jest uzależniony od “lajków” czy popularności. Myśl, że ktoś zobaczył moją pracę i uznał, że jest warta wyróżnienia… Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Jestem bardzo wdzięczna, dziękuje, Ko-fi!

Jak wspomniałam, narysowałam tę sówkę, Ulchabhana, żeby mi pomagała w nauce irlandzkiego, ale pomyślałam, że skoro sowa jest symbolem mądrości, czemu nie pójść o krok dalej i z pomocą mojego pierzastego przyjaciela mogłabym się nauczyć nowych technik i mediów malarsko-rysowniczych. Z pomocą mojej fantastycznej podświetlarki (jeśli kiedykolwiek zastanwialiścię się nad nabyciem takowej, innymi słowy light boxa, zdecydowanie polecam, jest niesamowicie pomocna) naszkicowałam na 3 różnych rodzajach papieru sówkę na podstawie mojego oryginalnego, cyfrowego lineartu. Tym sposobem mogłam też od razu przetestować 2 nowe bloki  SM-LT Start Pad, które ostatnio nabyłam – jeden do akwareli i jeden do malowania (użyję go do akryli).

Poprosiłam o pomoc w decycji którą technikę powinnam wypróbować jako pierwwszą na moim Facebooku i zasugerowano mi akwarele. I szczerze mówiąc to właśnie ich nie mogłam się doczekać najbardziej, ponieważ nie używałam ich od… zawsze? 😀 Ale kupiłam mały (a5) papier do akwareli, żeby mnie zbytnio nie przerażał i przywróciłam do życia swoje stare tanie farby akwarelowe, więc byłam gotowa, żeby je wypróbować!

Posty dla wersji markerowej i akrylowej są w trakcie tłumaczenia 🙂

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia z malowania sówki i muszę przyznać, że mimo, że na początku trochę się tych akwareli bałam, to efekt końcowy (jak na pierwszą próbę) jest całkiem znośny, ale na pewno muszę się o tych farbach bardzo dużo nauczyć 🙂 Zdecydowanie jednak jeszcze nimi coś pokoloruję!